stamina blog

Twój nowy blog

Poprzedni wpis był w wakacje, w totalnie niszczącym mnie okresie życia. Blisko klęski byłam, bardzo blisko. Niemal zniszczyłam wszystko wokół, tylko po to by zdobyć hajs i móc dalej koksić. 

Obudziłam się. Jestem tutaj, dobrze się mam, nie biorę nic od kilku miesięcy. Z końcem listopada zaćpałam ostatni raz. Później coś mnie opętało, coś zauważyłam, zobaczyłam swoje szczęście, które jest obok, a ja tak usilnie je omijam. Chwyciłam je wreszcie i już nie puszczę. Nie puszczę, kurwa, NIE PUSZCZĘ.

Nie ma takiEGO drugiEGO. !

Po co ciągle tu wracam? Wracam tu, gdy chcę się podnieść, a nie umiem. Wracam, gdy spadam, a spaść nie chce. 

Nie ćpałam ponad 7 miesięcy. To już przestało być śmieszne – ciąg alkholowy przez ponad tydzień, później po pijaku pękło i zaćpałam. Jak zaćpałam raz, tak popłynęłam… Zaczęłam w piątek, ocknęłam się w środę. Potem 3 dni umierania, lekarz, wyniszczony organizm, skierowanie na badania. Teraz antybiotyki, kupa leków, i zjeba psychiczna. Nafukana zniszczyłam kolejną relację w moim życiu, Andrzej powiedział, że nie chce przy mnie być, skoro ćpam. Kiedyś powiedział, że gardzi ćpunami. Ale w dniu gdy mnie poznał, byłam nafukana, wiedział o tym, wiedział, że biore, wspierał mnie. Od tamtej pory, od kiedy go poznałam, ponad 7 miesiecy nawet nie kusiło mnie. Wpadłam w to po pijaku, nie chciałam wcale, to była nierozsądna, głupia decyzja. Ale ja juz nie chce tego tlumaczyc, nie ma sensu. Wystarczy raz, a potem człowiek juz bierze tylko po to, żeby nie mieć zjazdu. 

Brat mi powiedział, że nigdy sobie nikogo nie znajdę, bo jestem jebnięta. Ma racje. Płaczę codziennie, od kiedy dragi mi zeszły. Odeszli szybciej niż myślałam, ci, z którymi brałam. Zniknęli. To moja pierwsza samotna sobota od W CIUL czasu. 

Miała być Holandia, praca, pobyt z przyjaciółką. Do Holandii wyjechali wszyscy moi najblizsi znajomi, a przyjaciółka w Anglii. A ja? a ja tu, gniję i nie chcę pracować, bo nie chce w Polsce. A wyjechać nie wyjadę, bo mam egzaminy we wrześniu, a nikt mnie na miesiąc nie wyśle, żadne biuro, a wtyków nie mam. Zostalam sama, jak najgorsze gówno.

Kocham Andrzeja, śnię o nim, myślę o nim, jestem wściekła na cały świat, na cały wszechświat że nie pozwolił nam być razem. NIENAWIDZE WSZYSTKICH ZA TO, ZE ON MNIE NIE KOCHA. Mam pretensje do całego świata, ze nie jestem na tyle dobra, by być z nim, by mnie kochał jak nigdy nikogo. Jestem jak mała dziewczynka, której rodzice nie kupili upragnionej zabawki. Zazdroszcze zakochanym na filmach, zazdroszcze moim znajomym, gdy im się udaje w związku, i nie mogę patrzeć na ich szczęście, mysle sobie wtedy: „spierdalać ode mnie, i tak wam sie w koncu wszystko rozpierdoli, nie afiszujcie sie przy mnie, WYPIERDALAC!!!”    

Tyle dla niego zrobiłam… on swoją obecnością sprawiał, ze byłam lepsza. Ale teraz jestem jeszcze gorsza niz kiedys. Nie ma we mnie tej resztki dobrego czlowieka, ktory chcial zeby innym sie wiodło pomimo, ze mi bylo zle. Jest we mnie tyle złości!!! Tyle nienawiści!!! Tyle smutku i bezsilności. Ciągle myślę, jakby to bylo, gdybym byla smiertelnie chora, albo gdybym umarla. Moze nie ma co myslec, poczekać na impuls…i juz. Po wszystkim.

 

MAŁOLAT/AJRON – „PRZESTĘPCZE MYŚLI” – katuję tę piosenkę codziennie.

 

 

2 komentarzy

przepraszam ze nie odwiedzam waszych blogow. przepraszam Cię ‚biały króliczku’ – bylas dla mnie inspiracją i wsparciem – naprawdę. ale ja mam ochote jebnąć zloty strzal i przezyc ostatnia podroz mojego zycia. ale nie mam odwagi.

czuję że nic mnie juz w zyciu nie czeka.  nie chcę już żyć, naprawdę nie chce. męczę się i nie mam siły

.

3 komentarzy

nie chcę żyć

.

1 komentarz

Wiedźmo, Skinny, przepraszam was, że znowu stąd uciekłam. Wiecie, zawsze byłam osobą, która „lubiała” pogadać o sobie, o swoich problemach. Od dłuższego czasu uleglo to zmianie. Często nawet przyjaciółce nie chce mi sie gadac o tych rzeczach, które męczą mnie najbardziej. Boję się, czy coś, nie wiem co, nie wiem dlaczego. Boję się powiedzieć głośno moich myśli.

Trochę się u mnie podziało… spotkałam na swojej drodze osobę, moja nowa porażka. Jak zawsze, moja osobowość nie sprostała wyzwaniu, może to przez to jak wyglądam; przez te wylewające się zewsząd fałdy piekielnego tłuszczu. Zamierzam dzisiaj wsiąść w samochód, jechać do jego świata i jebnąć tym, zachować się jak zimna larwa, obojętna do granic możliwości, mimo że w środku moje emocje zagęszczają się z minuty na minutę. 

Okazałam się być strasznie naiwna i ślepa. Zawsze myślałam, że jestem twardą babą. A tu proszę: krucha, biedna dziewczynka, która szuka miłości gdziekolwiek, i za każdym razem kiedy ktoś okaże jej trochę zainteresowania – jep ciul dup – zakochuje się, obsesyjnie. Żałosne.

Wierzycie w anioły?

Kombek

3 komentarzy

Wracam. Tym razem wypełnię swoją powinność, nie będę się tu wyżalać, bo im więcej gadam o moich durnych myslach, tym bardziej one mnie dręczą. Byłam na dnie. Zahaczyłam o narkotyczne dno, o mały włos nie zeszłam w kiblu jednej z miastowych knajp. Ale tego nie chcę pamiętać, chowam to głęboko do podświadomości.Jutro jadę zapisać się na jakąś siłownie, albo fitness czy coś w tym rodzaju. Tu będę pisać, co zjadłam, ile, czy ćwiczyłam – co i ile. Będzie ciężko, będzie fest ciężko, bo moja masa jest przerażająca, ale dam radę. Tylko muszę być cierpliwa, i wytrwała [stamina] (!)

Wieczorem będzie edit dnia dzisiejszego w formie rozpiski tego co dziś zjadłam. i tak będzie codziennie. Uda mi się :) Bo jestem warta tego, żeby wyglądać tak jak chce, żeby czuć się dobrze. Jestem narkotykowym abstynentem. Tak, jestem. 

Na dniach jeszcze się zważę dokładnie i zmierzę. Dziś nie mam czasu nawet na sen, do wieczora! 

ps. – mimo, że tu mnie długo nie było, to w głowie miałam Skinny i Wiedźmę. Pamiętam o Was, dziewczyny. Bo to Was zapamiętałam jako szczere, dojrzałe i mądre wsparcie. 

 

dawno nie było tak źle. dawno nie było mi tak bardzo wszystko jedno. mam chwile, kiedy chce coś zmienić, bardzo chce. nie chce. wiem, że zbyt dużo rzeczy zmarnowałam, za dużo szans zaprzepaściłam, zbyt wiele dni zmarnowałam. i nie pasuje tu zdanie ‚nigdy nie jest za późno’. niestety, często na niektóre rzeczy jest za późno, niektórych marzeń nie można spełnić. na uczelni co chwile słyszę, że cel powinien być racjonalny. moje marzenia są nierealne. nie radźcie mi próbować. to już nie ma sensu. nic nie ma.

Ja przymierzam się do coraz to droższych psychotropów, poznaję coraz to więcej kompanów. coraz więcej ludzi podcina mi samoakceptacyjne skrzydła. Na studiach już wiedzą z kim mają do czynienia, w 50%. Już prześmiewczym tonem mówią mi „pijaku”. Spierdalać. Spierdalajcie wszyscy! 

ja już nie chcę nawet żadnych słów. nie chcę miłości niczyjej. chcę znieruchomieć, przestać istnieć, nie czuć nic… 

end

1 komentarz


ide stad. wroce, jak cos zmienie w swoim zyciu. na lepsze.

poproszę wszechświat o cząstkę sensu, żebym widziała go w swoim życiu. poki co kompletna autodestrukcja.

tytuł

1 komentarz

przepraszam, ze was nie odwiedzam przez ostatni czas i nie odpowiadam na pytania.

beznadziejność, bezsilność. Dzieje się -dziś poczułam jak zryłam sobie psychę. 

Znalazłam lek, ucieczkę od siebie samej. Lepszego rodzaju ucieczki wybrac nie mogłam. zamiast walczyc, pograzam sie.

pisze to, zebyscie wiedzialy, czemu mnie tu nie ma. a moze wcale nie po to to piszę. sama nie wiem. nie chcę siebie znac,

chce zniknąć.

zniknac. zniknac. zniknac. to nie świat jest zly. to ja i moje decyzje, to one są zle. 

nie bedzie mnie tu przez jakis czas, raczej. nie wiem co sie dzieje. wegetuje.

to i owo

3 komentarzy

Chodzę po Waszych blogach, czytam je, czytam wasze notki. I co? I widzę, że wy naprawdę dbacie o siebie, próbujecie coś z sobą zrobić i udaje wam się to. A ja? Autodestrukcja bez dwóch zdań. Wczoraj tak się naćpałam, że potrzebowałam pomocy kolegi w dojściu do domu. Jeszcze nigdy aż tak się nie spizgałam… Dziś w pracy poczułam jak bardzo pieprzę swoje życie. Już zamawiam fetę i łapy mi się trzęsą bo nie mogę się doczekać już kiedy wciągnę kreskę. Chore. Ułożę sobie zajebiście idealną krechę. Długą i chudą. Równiuteńką. Wciągnę w spokoju, w ciszy, w tle psytrance. Wiem wiem, pozostawcie to bez komentarza.
dzisiejsza wymiana zdań, pomiędzy mną a znajomym
ja: wiesz, że my już dawno powinniśmy siedzieć w Monarze?
znajomy: ale Monar jest dla ludzi, dla których jest jeszcze nadzieja. Wniosek wysuń sama.
Nie mam siły na zmiany, nie mam… chciałabym ot tak, w jednej chwili stać się innym człowiekiem. Walka mnie wykańcza już na samą myśl o tym, że muszę włożyć w nią trochę wysiłku. Cały czas prowadzę samotną grę. Jestem tak strasznie samotna, chociaż otacza mnie wielu ludzi… z nimi tylko imprezuję. Jestem tak kurewsko sama!
Zaczyna mi się mylić rzeczywistość z półsnem. Zlewają mi się dni, siedzę cały czas przy zasłoniętych żaluzjach, nie ma mnie dla świata.
Wiecie czemu tyle ćpam? Bo za dużo piję. Wolę, żeby nazywali mnie ćpunem niż alkoholikiem. A może to wszystko po to, zeby wreszcie ktoś zwrócił na mnie uwagę?
Może po to na siłę robię z siebie anorektyczkę z nadwagą, ćpuna i alkoholika, żeby ktoś w końcu spojrzał na mnie. Z obrzydzeniem i zażenowaniem, ale w końcu choć raz – prosto na mnie. Może taka jest pierdolona prawda, a ja udaję nieszczęśliwą, może wcale nie jestem. A może jestem. Jestem gruba. Brzydka. Głupia.
Jestem jakby mnie nie było…
Chciałabym pisać tego bloga tak jak wy, o diecie, na temat normalny, o rzeczach takich o jakich powinnam pisać. Po to przecież tego bloga założyłam. Przepraszam, nie umiem. Nie mogę, kurwa, jest we mnie tyle złości i goryczy. Nienawidzę tego świata, swojego wewnętrznego świata, nienawidzę!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!


  • RSS